
Często słyszymy, że owoce importowane bądź te krajowe, przechowywane w profesjonalnych przechowalniach, spryskiwane są różnego rodzaju środkami w celu zabezpieczenia ich przed psuciem bądź przyspieszenia dojrzewania. Wszelkiego rodzaju chemia budzi w nas niechęć i chcielibyśmy trzymać się od niej jak najdalej. Nie wszystkie stosowane w przechowalnictwie substancje są jednak związkami syntetycznymi. Część z nich występuje powszechnie w przyrodzie i nie stanowi dla nas zagrożenia. Jedną z nich jest etylen – gaz przyspieszający dojrzewanie owoców.
Dla osób nieco lepiej obeznanych z chemią krótkie przypomnienie – etylen (eten) to najprostszy węglowodór z grupy alkenów, zbudowany z dwóch atomów węgla połączonych wiązaniem podwójnym, do których przyłączone są cztery atomy wodoru. Jest łatwopalnym, bezbarwnym gazem o charakterystycznym, ciężkim, słodkawym zapachu.
W przyrodzie występuje powszechnie. Znajdziemy go przede wszystkim w organizmach roślin, w których pełni rolę hormonu stymulującego starzenie się tkanek, opadanie liści oraz dojrzewanie owoców.
Z tych niezwykłych właściwości etylenu możemy zrobić użytek, o ile wiemy, jak z nich skorzystać. Okazuje się, że niektóre owoce, już po zerwaniu, wydzielają ten lotny fitohormon, przyspieszając dojrzewanie innych owoców znajdujących się w pobliżu. Należą do nich m. in. jabłka, banany, awokado, melony, mango czy nektarynki. Wystarczy zatem umieścić je w jednym kartonie z owocami niedojrzałymi.
Każdy kij ma jednak dwa końce. Owoce, które chcielibyśmy przetrzymać jak najdłużej w świeżości powinniśmy trzymać z dala od wszelkich źródeł etylenu. Dlatego też nie umieszczajmy ich w jednym pojemniku ani nie przechowujmy w zamkniętej lodówce.